sasha29uvya2.jpg

* Śpiewasz dlatego, że masz rodziców, którzy śpiewają?
- Mama i tato, poza tym, że zaprowadzili mnie do szkoły muzycznej, gdzie uczyłam się grać na fortepianie, niczego mi nie narzucali. Często podkreślali, że w życiu trzeba robić to co się kocha. Gdy po trzech latach zrezygnowałam z tej szkoły, nie robili mi wyrzutów, nie mieli pretensji. Kibicowali mi we wszystkim, nawet w… treningach karate. Ale przy takiej rodzinie od śpiewania nie można uciec. Przecież ja „wychowałam się” na deskach poznańskiego Teatru Wielkiego, w którym oboje śpiewali. I mając dziesięć lat, powiedziałam im, że chcę śpiewać.

* Rodzice przyjechali do Polski, gdy miałaś dwa latka. Czujesz się Polką czy Rosjanką?
- Do Rosji czuję sentyment, ale to Polska jest moim domem. Tutaj dorastałam , tu chodzę do szkoły, tu mam przyjaciół. Ale rodzice nadal kłócą się po rosyjsku…

* Jak godzisz naukę z karierą muzyczną?
- Na szczęście mam indywidualny tok nauki w prywatnej szkole. Niestety, wszystko zaliczam po czasie, ale inaczej nie dałabym rady! Jak w przysłowiu: łapie dwie sroki za ogon…

* Łatwo się dogadujesz z Trayem, partnerem z zespołu?
- Bez problemów, bo po pierwsze: znam doskonale angielski, a po drugie: zawsze szczerze mówimy sobie wszystko, co sądzimy na jakiś temat.

* Zatem tak samo szczerze powiedz nam: czy on Cię podrywa?
- Ustaliliśmy, że to nie wchodzi w grę. Stare rosyjskie powiedzenie mówi, że nie a miejsca na miłość do tego, z którym robisz interesy. Zresztą Tray też zawsze powtarza, że nie łączy się pracy z przyjemnością…

Źródło: wywiad